Po tylu latach kwasowania się (i to dość intensywnego), rzadko natrafiam na produkt, który wywołuje jakiekolwiek wrażenie na mojej cerze. Co prawda od kilku lat nie używam BHA, bo ciąże i karmienie piersią, ale tym większych stężeń używam tych “dozwolonych” kwasów. Poprzednio był to tonik 15% PHA i nie odczułam żadnej irytacji skóry ani łuszczenia. Dlatego jak rozpoczęłam stosowanie 13% połączenia kwasów AHA i PHA w kremie Summer Peel Neutrea to sądziłam, że będzie podobnie.

 

W końcu to tylko 13% i to “łagodnych” kwasów. W składzie znajdziemy właśnie kwas migdałowy (AHA) oraz laktobinowy (PHA), w połączeniu z odrobiną azelainowego.

Wydawałoby się, że to nic strasznego dla doświadczonej kwasomaniaczki, prawda?

 

A tu ze zdziwieniem odkryłam, że takie połączenie całkiem daje popalić 😉 Jeszcze w zależności od częstotliwości i tak dalej, ale to opiszę szczegóły później.

Najbardziej jestem z tego zadowolona, że w końcu odkryłam produkt, który jest bezpieczny do stosowania przy karmieniu piersią, a jednocześnie umożliwia delikatne złuszczanie. Bo, jak wiecie, na stosowanie retinoidów przy karmieniu piersią muszę sobie chwileczkę poczekać.

 

Krem 13% kwasów Summer Peel Neutrea – pokaż kotku, co masz w środku

Jak dobrze wiecie, uwielbiam proste składy. Jest wówczas największa szansa, że dany produkt zadziała. A skład tego kremu to miód na moje serce:

 

aqua,  mandelic acid, lactobionic acid, propylene glycol, glycerin, arginine, cetearyl olivate, azelaic acid, cetearyl alcohol, sorbitan olivate

 

Czyli dostajemy jota w jotę to, co obiecuje producent – ani mniej, ani więcej. Po otworzeniu tubki najbardziej czuć właśnie ten charakterystyczny zapach kwasu migdałowego – kto raz go spróbował, ten wie o co chodzi. Ale oczywiście jako że kwas migdałowy stosowałam w formie serów wszelakich o stężeniu właśnie w okolicach 10% bez żadnych problemów, to zaczęłam “z grubej rury” od zastosowania kremu 2 czy 3 noce pod rząd.

 

I wtedy odkryłam, że to jednak mocne kwasiwo jest 😉

Pojawiło się delikatne zaczerwienienie twarzy i malutkie łuszczenie, zwłaszcza w okolicach policzków i brody. Minęło błyskawicznie i nie było w żaden sposób uciążliwe, ale jednak przestrzegam, że mimo że to te “lżejsze” kwasy, to rzeczywiście mają moc w takiej formule. Po tym czasie zdecydowałam się na używanie kremu wieczorem co drugi dzień i dla mnie to optymalna częstotliwość, a możliwe, że cery najbardziej wrażliwe nawet co trzeci dzień powinny kremu używać.

 

Efekty – czyli czy rzeczywiście działa?

Pamiętacie, jak po 15% PHA narzekałam, że wszystko spoko, że jest ujędrnienie i koloryt, ale jednak brakuje mi trochę tych właściwości przeciwtrądzikowych?

No to właśnie, krem Summer Peel rozwiązał nieco ten mój problem, że nie mogę obecnie sobie pozwolić na BHA. Czyści pory lepiej i dodatkowo je zwęża, a przy tym jeszcze lepiej wyrównuje koloryt, czyli pozbywa się przebarwień po pojedynczych krostkach. Jak na ten moment jest to więc dla mnie idealne rozwiązanie, bo i właściwości ujędrniające przecież są. Skóra gładka, ładna, zbita, a przy tym niełaciata 😉

 

Ale nie jest to oczywiście zasługa jedynie kremu z kwasami. Oczywiście przy stosowaniu kwasów trzeba też nawilżać skórę oraz chronić przed słońcem.

I tutaj w ogóle kolejny plus dla producenta – bo zaleca łączenie tego kremu z wysoką ochroną przeciwsłoneczną oraz nawilżaniem. Czyli rozumie, że przy łuszczeniu trzeba chronić naskórek i oferuje dodatkowe kosmetyki temu służące.

 

Dla nas oznacza to, że nie trzeba szukać osobno nawilżaczy i filtrów, można praktycznie zdecydować się na pełną kurację w jednym miejscu. Przy obecnych promocjach na stronie, całość takiej kuracji, czyli 3 pełnowymiarowe produkty, to cena w okolicach 100 zł. Niedużo, biorąc pod uwagę fakt, że wystarczy pewnie na 2 miesiące minimum. Ja stosuję miesiąc i jeszcze mam w tubkach sporo.

 

Więc właśnie, może jeszcze słówko o tych dwóch uzupełnieniach kuracji. O kremie nawilżającym Hydratin oraz kremie ochronnym UV Protector SPF50+, PA++++

 

Jak dobrze wiecie, długo szukałam prostego w składzie kremu nawilżającego. Z tych gotowych mało co mi pasowało, niestety – bo najczęściej wysoko w składzie były trójglicerydy, które na dłuższą metę mnie zapychają. Pewien czas stosowałam samoróbki na bazie kremowej z enaturalne. Potem jeszcze od siostry kremy Organique, ale one były dość drogie, a też jednak odrobinę zapychały. Dlatego poszukiwania trwały nadal, aż w końcu sam wpadł w moje ręce.

Krem ultranawilżający Hydratin ma prosty skład i rzeczywiście po miesiącu stosowania prawie codziennie (bo jak nie wieczorem na zmianę z summer peel, to rano przed filtrem), mnie nie zapchał.

 

Aqua, Isononyl Isononate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Panthenol, Methylpropanediol, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Olivate, Hyaluronic Acid, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Caprylyl Glycol, Propylene Glycol, Phelnylpropanol

 

Na plus zasługuje dodatek łagodzącego pantenolu, alantoiny, oraz ekstraktu z aloesu, który uwielbiam. Ale i kwas HA oczywiście, chociaż to taki bardziej standard. Skład uważam również za krótki, mieści się w dwóch linijkach 😉

 

A co z filtrem? Warto go wypróbować, zapytacie?

Filtrów otrzymałam trzy wersje (bo są dwie lekko barwione plus jedna neutralna): nude, właśnie ta neutralna kolorystycznie, nadająca się zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn; kolor beige, polecany dla osób o chłodnej karnacji; oraz kolor sand, lekko kryjący dla osób o ciepłej karnacji.

Swatche powyżej, ale zwróćcie uwagę, że to NIE JEST PODKŁAD, tylko delikatnie barwiący filtr. Nie ma co się raczej obawiać, że filtr się będzie “odznaczał” na twarzy. A jeśli się tego obawiacie, to właśnie polecam wersję NUDE. Sama właśnie używałam wersji NUDE, ale moja siostra dostała sand i napisała mi tak:

 

Składowo wszystkie wersje są podobne, więc co mogę dodać odnośnie mojej wersji nude?

 

Aqua, Isononyl Isononate, Zinc Oxide (nano), Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Ethylhexyl Triazone, Diethylamino Hydroxybenzoylhexyl Benzoate, Cetearyl Olivate, Methylpropanediol, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Olivate, Panthenol, Allantoin, Sorbitol, Caprylyl Glycol, Propylene Glycol, Phelnylpropanol, CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891, CI 77019

 

Zawiera mieszankę filtrów fizycznych, jak i stabilnych chemicznych – tlenek cynku, Tinosorb S, chroniący przed UVA i UVB, oraz pojedyncze filtry UVB (ethylhexyl triazone) oraz UVA (Uvinul A Plus). Ogólnie 4 filtry zaraz na początku składu raczej pozwalają przypuszczać, że deklarowana ochrona UVA i UVB jest zapewniona. A wiecie, że ta UVA jest ważniejsza, tutaj deklaracja jest na PA++++, czyli PPD powyżej 16.

Warto jednak zwrócić uwagę, że ten filtr NIE zawiera żadnych silikonów, krzemionki, więc należy raczej do kategorii tych nawilżających, nie matujących.

Oznacza to również, że po nałożeniu trzeba poczekać z 10 minut przed nałożeniem makijażu, aby wchłonęła się lekko lepka warstwa.  Oznacza to, że bez pudru matującego na wierzch makijażu się moim zdaniem nie obędzie.

Skoro jednak moja siostra ma dość tłustą cerę i sobie z nim radziła, to myślę, że nie powinno być źle. Posiadaczki cery tłustej, nie bójcie się. Zwłaszcza teraz, w okresie zimowym.

 

Jakbym miała jednak uszeregować te kosmetyki w kolejności, w jakiej najbardziej je polecam

to właśnie jako must-have (zwłaszcza dla osób, którym zabronione są kwasy BHA) polecam właśnie krem Summer Peel, następnie osobom szukającym dobrego nawilżacza krem Hydratin, a krem z filtrem na trzecim miejscu.

 

Wpis powstał we współpracy z producentem – marką Neutrea, ale bardzo się z tego powodu cieszę, że dzięki temu wpadłam na tak dobre kosmetyki, sama w życiu bym ich nie znalazła 😉

 

PS. Przeczytałaś wpis, ale nie wiesz, jak to wszystko poukładać w skuteczny plan pielęgnacji?

Zamów

 

Czy chcesz ustalić plan pielęgnacji na 3 miesiące?

Weź udział w tym darmowym, 4-dniowym kursie i zrób to razem ze mną!

Otrzymasz lekcje PDF co 1 dzień, na podstawie ebooka o wartości 79 zł - szczegóły TUTAJ.

You have Successfully Subscribed!