A więc zdecydowaliśmy się z moim mężem na ten szalony krok, jakim jest sprowadzenie na świat drugiego potomka. Krótko po poprzednim, ale zawsze chciałam mieć dzieci z małą różnicą wieku. Może było to spowodowane faktem, że między mną a siostrą jest 7 lat różnicy, i tak naprawdę załapałyśmy dobry kontakt, dopiero jak wyszła z okresu gimbazy? 😉

Nie wiem, ale zobaczymy czy będę żałować tej decyzji – już niedługo.

(dobra, Italiana, może wypadałoby przejść do tematu dzisiejszego posta, co?)

 

A więc dziś chciałam Wam napisać, jak wygląda moja obecna pielęgnacja twarzy. A przy tym odpowiedzieć na pytanie: jakie kwasy stosować w ciąży?

Bo mimo tego, że mam na temat pielęgnacji w ciąży już osobny wpis, to i tak wracają na ten temat pytania. Najlepiej też chyba zobaczyć taką przykładową pielęgnację w ciąży na rzeczywistym przykładzie.

 

No a poza tym, dość dawno już nie pisałam, jak ja to sobie obecnie poukładałam.

 

Jak wiecie, moja pielęgnacja zawsze była i będzie bardzo nastawiona na produkty samorobione

Z tego powodu, że są po prostu tańsze i skuteczniejsze niż ich gotowe odpowiedniki. I tego obecnie jest u mnie dużo. Nie wszystko jest jakimś rewelacyjnym hitem, ale część produktów na pewno ze mną zostanie.

I tak, muszę się przyznać, że biegając za #stanisławthekluska czasem brakuje mi regularności, ale też z tego powodu starałam się ograniczyć liczbę używanych produktów do absolutnego minimum. Zostawiłam tylko to, co mi się najlepiej sprawdza.

 

To lećmy z tym po kolei: co stosuję rano?

Rano zazwyczaj używam jedynie wody termalnej Uriage (ostatnio nie kupowałam żadnego nowego hydrolatu, a była na nią promocja, to wzięłam) i antyoksydantu. Wciąż stosuję serum z wit. C z mazideł – mieszam je z kwasem hialuronowym (o tym serum więcej tutaj).

Potem, jak wychodzę z młodym na spacer, to walnę na twarz jakiś filtr (ostatnio używałam tych, ale już się kończą), potem nawet bez makijażu – puder bambusowy z BU i lecimy.

Jak widać, moja pielęgnacja poranna nie jest więc za bardzo skomplikowana. Kremu typowego nie stosuję, wystarczająco nawilża mnie serum z wit. C.

 

Demakijaż i co wieczorem?

Do demakijażu używam samoróbki – olejku hydrofilowego opartego o emulgator Glyceryl Cocoate, olej słonecznikowy, z krokosza, oraz dodatek pachnotki. I sprawdza się to rewelacyjnie – zmywa skubaniec bez problemu nawet mocny makijaż, z tuszem do rzęs, kredką, cieniami… (nie to, że mam jakoś ostatnio wiele okazji, żeby się tak malować, hehe). A o olejkach hydrofilowych więcej TUTAJ. Swój olejek stosuję “na sucho”, zmywam samą wodą.

Rzadko, bo rzadko, ale czasami do oczyszczania twarzy używam też żelu Effaclar (stosowany codziennie za bardzo wysusza), oraz sporadycznie mydła.

Następnie również lecę z wodą termalną, a potem stosuję – uwaga, uwaga – TONIK KWASOWY.

 

I tutaj niech nie sypią się gromy. Są takie kwasy, które można bezpiecznie stosować w ciąży. Mój drugi potomek rozwija się wyśmienicie, a z kwasów (oczywiście odpowiednio dobranych) nie rezygnowałam przez całą ciążę.

 

A więc jakie kwasy stosować w ciąży? 

Ja zaczęłam od toniku 15% PHA (opinię znajdziesz TUTAJ), który jest najłagodniejszym kwasem. Dzięki niemu trzymam skórę w ryzach – jest ona gładka, nie mam nowych przebarwień.

Po pierwszych 3 miesiącach ciąży odważyłam się też stosować Effaclar, który zawiera niewielkie stężenie kwasu salicylowego – ale stosuję go jedynie w sytuacjach “kryzysowych”, kiedy widzę na twarzy wysyp nowych zaskórników. Zazwyczaj zdarza się to raz na 2 tygodnie.

Teraz zamówiłam z enaturalne kompleks AHA i wykonałam tonik z 5% stężeniem kwasów wg tej receptury. Pamiętajcie, że jedyne kwasy, jakich nie zaleca się w ciąży, to te z grupy BHA i LHA.

Oczywiście pamiętajmy też, że okres ciąży czy też karmienia piersią nie jest odpowiednim momentem na intensywne kuracje kwasowe, a retinoidy są absolutnie zakazane). Ogólnie cera może być wtedy bardziej wrażliwa i to, co było dobrze tolerowane przed ciążą, niekoniecznie sprawdzi się w trakcie.

 

Nie jestem jednak też zwolenniczką odstawiania wszystkiego, co się da, bez wyraźnych ku temu wskazań.

Substancje stosowane zewnętrznie w większości przypadków nie są w stanie przeniknąć do krwiobiegu (wyjątkiem są właśnie retinoidy, BHA, czy niektóre filtry przenikające, ale co do tego zdania badaczy są podzielone).

Jeśli skóra nie jest podrażniona, czerwona, czy piekąca, łagodne kwasy w niewielkim stężeniu pomogą utrzymać ją w ryzach (bo może być też wtedy bardziej kapryśna).

 

No dobra, więc wieczorem ten tonik kwasowy i co jeszcze?

Oprócz toniku kwasowego, czasami stosuję samorobiony krem nawilżający na bazie z enaturalne bez gliceryny. Czasami, nie codziennie. Zazwyczaj robię ten krem już nieco bardziej odżywczy, używam olejów o działaniu przeciwzmarszczkowym (ostatnio macerat z jagód goji czy olej z pestek malin). Do ostatniej wersji kremu dodałam też: aloes, kwas HA, kompleks algowy.

Instrukcję wideo, jak ukręcić podobny krem, możecie znaleźć poniżej.

 

Pod oczy za to ukręciłam sobie jeszcze bardziej bogatą emulsję, ale już nie pamiętam, co tam dodawałam. Nie robiłam notatek 😉 Ogólnie wersja pod oczy jest bardziej “rzadka”, bo były inne proporcje (mniej bazy, więcej składników odżywczych), co zresztą widać na zdjęciu.

 

Uzupełnienie pielęgnacji

Od czasu do czasu, czyli raz na 2-3 tygodnie, uda mi się zrobić peeling ze skały wulkanicznej z zsk (to jedyny peeling, jakiego używam, i jest szalenie wydajny). Jeszcze rzadziej udaje mi się zrobić maseczkę, ale żółtą glinkę mam zawsze w szufladzie.

 

Jak widać, szalona ta pielęgnacja nie jest. Tęsknię już za mocniejszymi kosmetykami, kuszą mnie chociażby retinoidy z The Ordinary, ale niestety. Jako że drugie dziecię też planuję karmić piersią, to trochę sobie jeszcze na większe eksperymenty poczekam 😉

 

A u Was co obecnie jest hitem? Dajcie znać w komentarzach!

 

PS. Nie wiesz, jak to wszystko poukładać w skuteczny plan pielęgnacji?

Zamów