Ostatnio jestem leniwym człowiekiem – przyznaję się bez bicia. Zamiast kręcić własne kosmetyki przykładnie od zera, idę na  łatwiznę i często kupuję zestawy gotowe ze sklepów z półproduktami. Chociaż te, o których mówię dzisiaj, są banalne w wykonaniu (np. taki tonik 15% kwasu PHA).

Ale heloł, w końcu po to są gotowe zestawy. I oczywiście, że wychodzi drożej, niż zamawiając same półprodukty, ale przynajmniej w zestawie jest od razu wszystko odmierzone. Mamy nawet flaszkę tudzież inny pojemnik na gotowe cudo, a dodatkowo (ulala), nawet pro-nalepkę na produkt!

 

Najczęściej ostatnio zamawiałam takowe z biochemii urody, ale ostatnio miałam ochotę na zmiany i zrobiłam zakupy w pierwszym polskim sklepie z półproduktami – na mazidłach. Opinię o tym sklepie mam takową, że półprodukty mają dobrej jakości, aczkolwiek nie najtańsze na rynku. Na plus są też bardzo profesjonalne opisy (właściwości, dopuszczalne stężenia, itepe). Nigdy natomiast nie zamawiałam stamtąd (do tej pory) zestawów gotowych. A że akurat potrzebowałam nowego antyoksydantu, bo serum antiox z BU, którego zazwyczaj używam, mi się skończyło, to zamówiłam.

 

I zamówiłam 3 rzeczy: klasyczny hydrolat różany, serum z wit. C tetra 10% do cery tłustej (olejkowe), oraz tonik 15% kwasu PHA (glukonolaktonu). 

Ten tonik to dlatego dorzuciłam, że muszę odłożyć mocniejszego w działaniu salicyla na czas, kiedy będę mogła go w końcu stosować A że szykuje mi się drugi potomek, znowu trzeba poczekać na hardkorowe kuracje, chlip… Akurat tego stężenia PHA jeszcze nie próbowałam. Wedle wszelakich badań, podobno działa porównywalnie do takiego nadtlenku benzoilu, a jest pozbawione jego wad (po więcej info odsyłam tutaj).

Nie były to niestety zestawy najtańsze – tak jak wspomniałam, mazidła pod tym względem do najbardziej konkurencyjnych nie należą:

 

Zestawy te już od 2 miesięcy znalazły się na stałe w mojej pielęgnacji, dlatego poniżej napiszę Wam o nich kilka słów.

Czy polecam, gdybyście zamawiały akurat coś z mazideł?

Na pewno i z czystym sumieniem mogę polecić ekologiczny hydrolat z róży stulistnej. To taki klasyk – jeśli zastanawiacie się, jaki hydrolat wybrać (a pisałam o tym trochę już), to różany można brać w ciemno praktycznie dla większości cer. Jest zarówno łagodzący, jak i lekko antyoksydacyjny, a także przeciwzapalny i delikatnie oczyszczający. Muszę przyznać, że ten z mazideł jest chyba lepszej jakości niż z zsk. Wydaje mi się także, że lepszej niż z BU.

 

Co do olejku z wit. C, to wypowiadałam się już na fejsie, ale przypomnę i tutaj. Następnym razem jednak, mimo mojego leniwego trybu życia, zrobię własny tego typu produkt. Po prostu nie do końca podpasowała mi tutaj kombinacja olejów (jojoba + macerat z kasztanowca). Zwłaszcza ten macerat z kasztanowca, oparty o olej słonecznikowy, mi nie leży. Stosowany solo, zwłaszcza w te gorrrrące, wakacyjne dni, lekko zapycha moją podatną na to cerę. A przecież antyoksydanty powinno się stosować codziennie, więc heloł – coś tu nie leży. Jakoś sobie jednak radzę mieszając go z kwasem HA i wtedy już jest znośnie.

Z plusów – jest zdecydowanie baardzo wydajny, wystarczą zaledwie 4 krople olejku na całą twarz. Skończę go chyba jakoś dopiero pod koniec roku 😉

 

Tonik 15% kwasu PHA natomiast jest moim delikatnym rozczarowaniem, jeśli chodzi o właściwości przeciwtrądzikowe.

Tyle się naczytałam, że w teorii powinien wspomagać leczenie trądziku, że chyba nastawiłam się nieco zbyt optymistycznie. Bo u mnie szału pod tym względem nie ma. Moja skóra nie wygląda najlepiej w te wakacje, ale to już temat na osobny wpis. Nie będę twierdzić, że to tylko i wyłącznie tego jednego produktu wina.

 

Natomiast jeśli chodzi o pozostałe właściwości, czyli wyrównanie kolorytu, właściwości wygładzające, nawilżające i ujędrniające, a także redukujące płytkie zmarszczki, to tutaj nie mam co zarzucić. Jest rzeczywiście fajnie. Tak fajnie, że wychodzę z domu bez makijażu, jedynie filtr + puder bambusowy z BU zarzucam na spacerki z synem.

Na plus warto też dodać, że nie jest to produkt jakoś mocno inwazyjny, mimo aż 15% stężenia kwasu. Oczywiście dla początkujących może się taki wydawać, bo jednak czasami coś tam może zaszczypa,. ale w porównaniu z innymi kwasami PHA jednak rzeczywiście działają łagodniej. No bo przecież można je stosować nawet w ciąży!

 

Dalej jednak uważam, że jeśli chodzi o właściwości przeciwtrądzikowe, nic nie przebije kwasu salicylowego. Nawet malutkie stężenie salicyla więcej robi z niedoskonałościami, niż te 15% PHA – przynajmniej u mnie. Jest to jednak świetny produkt dla osób, które nie mają problemów z zaskórnikami, a jedynie z kolorytem czy pierwszymi zmarszczkami, a nie chcą stosować bardziej inwazyjnych kwasów i zabiegów.

Co do częstotliwości stosowania, to ja używałam go co drugi wieczór (mniej więcej) i w tej konfiguracji sprawdzał się u mnie idealnie. Kiedy próbowałam codziennie, to jednak trochę podrażniona skóra była.

 

Podsumowując:

Hydrolaty z mazideł możecie brać w ciemno.

Olejek tetra 10% dla cery tłustej wbrew nazwie polecam jednak osobom, które nadmiernie tłustej i skłonnej do zapychania cery nie mają.

Tonik 15% kwasu PHA warto wypróbować na zmarszczki, przebarwienia i w celu ogólnego wygładzenia skóry, ale działanie przeciwtrądzikowe nie jest tak wyraziste.

 

Zamawiałyście kiedyś coś z mazidełek?

 

PS. Nie wiesz, jak to wszystko poukładać w skuteczny plan pielęgnacji?

Zamów