Pytałam na facebooku jaki artykuł chcecie najpierw. Zdania były podzielone, więc ze względu na to, że miałam już trochę szkicu tego wpisu, zaczęłam od skończenia tematu aktualnej pielęgnacji; a kolejny artykuł o retinoidowej aktualizacji 2018 postaram się napisać w ciągu kolejnych 2 tygodni. Może uda się szybciej, bo młody ostatnio sporo śpi i już zaczyna się robić łatwiej z ogarnianiem rzeczywistości 😉

Piszę o tym, bo dawno nie było już podsumowania pielęgnacji twarzy u mnie – a wiem, że te plany stanowią dla Was często inspirację i zawsze można coś dla siebie podejrzeć. Podzielę się moim obecnym planem pielęgnacyjnym. Jest to ciekawy miks kosmetyków samorobionych i gotowych.

 

Jak pewnie młode mamuśki wiedzą, z dzieckiem na ręku szkoda czasu na czasochłonne zabiegi pielęgnacyjne

Więc moja aktualna pielęgnacja twarzy należy raczej do grona tych bardziej minimalistycznych. Zdecydowałam się ostatnio na zrobienie własnego kremu, ale został on wykonany na bazie kremowej. Dzięki temu też nie zajęło to wiele czasu. Kupuję trochę półproduktów ostatnio (o czym pisałam we wpisie półprodukty dla zabieganych), ale są to raczej półprodukty możliwe do zastosowania solo lub wręcz wykorzystuję ulubione zestawy gotowe.

 

Jeśli chodzi o stan cery, to jest zadowalający – jak na zdjęciu powyżej.

 

Zaczęłam też wykorzystywać więcej kosmetyków gotowych. Po pierwsze, właśnie z powodu braku czasu, a po drugie – moja siostra zaczęła pracować w sklepie Organique w Lublinie i dostałam kilka prezentów (w tym momencie serdecznie pozdrawiam siostrę, of kors).

 

Do zmian należy też zaliczyć fakt, że rzadko teraz wykonuję pełny makijaż. Zazwyczaj kończy się na filtrze i pudrze matującym, ewentualnie wytuszowaniu rzęs i nałożeniu odrobiny różu. Jak to wpływa na pielęgnację? Ano tak, że z tego powodu mogę wykorzystywać filtry, które niekonieczne dobrze sprawują się pod makijażem. Dlatego też chwilowo (do wiosny) odpuszczam sobie kolejne zamówienie z ebaya jakiejś nowej azjatyckiej filtrowej perełki.

 

Obecnie też stosuję kwasy raczej w wydaniu nawilżającym i w kierunku prewencji zmarszczek. Całe szczęście, mimo ciąży i karmienia piersią, moja cera sprawuje się raczej normalnie i wysypu zaskórników nie ma, o ile trzymam dietę w ryzach i nie grzebię przy twarzy (bo nie polecam wyciskania, jak dobrze wiecie).

 

Dobra, po tym krótkim wstępie pewnie czekacie na konkrety. Aktualna pielęgnacja twarzy u mnie w okresie zimowym wygląda jak następuje:

Pielęgnacja poranna:

Rano wstaję (a to niespodzianka, prawda?) i człapię do łazienki, jak tylko pozbędę się pijawki Stanisława. W łazience doprowadzam się do porządku i stosuję na twarz albo hydrolat różany, albo miętowy; a następnie w zależności od nastroju ukochane serum z olejową wit. C z BU albo po prostu olej z ogórecznika lub czarnuszki w połączeniu z kwasem HA.

(Swoją drogą, olej z czarnuszki zrobił na mnie ogromne wrażenie i jeśli zastanawiacie się nad wypróbowaniem jakiegoś oleju, serdecznie polecam go wciągnąć na listę).

Potem, jeśli wychodzę gdzieś z domu, stosuję filtr Synchroline Aknicare SPF30 (brak go na zdjęciu – odrobinę jak na mój gust przytłusty, ale daje radę). puder bambusowo-jedwabny z BU (tutaj spis polecanych przeze mnie pudrów transparentnych). Ewentualnie jakiś szczątkowy makijaż, coby nie straszyć ryjem na spacerze.

 

Demakijaż:

Do demakijażu używam żelu Cien z Lidla. Naprawdę fajny produkt za niewielkie pieniądze. Jeśli mam mocniejszy makijaż, to uzupełniam to jeszcze płynem micelarnym. Od czasu do czasu – około 1-2 razy w tygodniu – stosuję jeszcze na wieczór mydło Aleppo 20%.

 

Pielęgnacja wieczorna:

Co stosuję wieczorem? Kilka produktów, w zależności od aktualnego stanu cery. Jeśli mam wrażenie, że trochę się zanieczyszcza, wówczas w ruch idzie Effaclar Duo. Na sytuacje mocno kryzysowe mam w zanadrzu Skinoren, ale już BARDZO dawno go nie użyłam.

Na co dzień jednak najczęściej stosuję wykonany przeze mnie ostatnio krem z glukonolaktonem na bazie kremowej (wrzuciłam tam glukonolakton, aloes, oraz ekstrakt z alg, oczywiście olej z czarnuszki i kwas HA jeszcze). Jest mocno nawilżający i jednocześnie dzięki zawartości kwasu lekko złuszczający. Wykorzystałam do niego bazę kremową z enaturalne.

Oprócz tego kremu, mam bardzo fajny krem prezent od siostry – z Organique nawilżający z jagodami goji. Być może ten produkt zasłuży na osobną recenzję, jak go jeszcze parę tygodni poużywam.

Na sytuacje kryzysowe mam krem AA półtłusty (takie jak np. “ratunku, spaliłam sobie twarz“, ale całe szczęście to mi się nie zdarza ostatnio :D).

 

Dodatkowe produkty

Oprócz tego muszę jeszcze wspomnieć o dwóch dodatkowych produktach, których używam sporadycznie, w razie potrzeby. Pierwsza z nich to korund z zsk, którego używam w formie peelingu. Jak? To bardzo proste, wystarczy zmieszać go z wyżej wymienionym łagodnym żelem do twarzy Cien i wykonać taki peeling w kąpieli czy podczas prysznica.

Skóra po oczyszczeniu takim peelingiem jest zdecydowanie gładsza i lepiej chłonie składniki odżywcze.

Drugi taki ekstra produkt to glinka żółta, której używam w formie maseczki oczyszczającej. Zazwyczaj dodaję do niej odrobinę kwasu HA i nakładam ją na twarz z olejem, aby była bardziej pielęgnująca i mniej wysuszająca. Podejrzewam, że ktoś z bardziej tłustą cerą może stosować samą glinkę.

 

I co? I już! Jak widzicie, moja aktualna pielęgnacja twarzy opiera się na kilku produktach

Ale to dlatego, że wiem już, co mi służy, a co nie, po tylu latach obserwacji! 😉 Mam nadzieję, że i Wy już dobrze poznałyście potrzeby swojej cery i doceniłyście minimalistyczną pielęgnację. Pamiętajcie, że jeśli szukacie konkretnych propozycji planów pielęgnacji z opisem ok. 15 stronicowym, to możecie zamówić przykładowe plany pielęgnacji dla 3 różnych typów cer. W przygotowaniu mam nowe, między innymi dla kobiet w ciąży i karmiących piersią, bo mimo osobnego wpisu na ten temat często o to pytacie 🙂

No dobra, syn się budzi, więc koniec tej błogiej wolności. Trzymajcie się cieplutko i jeszcze raz Wam życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Spełnienia marzeń i wszystkich planów!