Dzisiaj poruszę temat, który jest wyjątkowo mało przyjemny. Należy do kategorii tematów, o których nikt nie lubi mówić (a tym bardziej pisać), ale z którymi wiele osób miało swego czasu problem 😉 A przynajmniej wiele osób walczących z trądzikiem.

 

Sama przez większość swojej przygody z zaskórnikami potrafiłam stać przez lustrem ze dwadzieścia minut i maltretować twarz i do dziś mam momenty słabości, ale coraz częściej udaje mi się opanować.

 

Krótką historię moich zmagań z samą sobą i wędrującą do twarzy łapką znajdziecie poniżej.

Zaczęłam swoją – z braku lepszego słowa – „terapię” trochę psychologicznie, od prób dokopania się do przyczyn zjawiska. Dlaczego tak naprawdę się nad sobą znęcam? Przecież nie jest to przyjemne, ba – wręcz potrafi być obrzydliwe. Po cholerę się tak maltretować i wyglądać później trzy razy gorzej niż poprzednio?

 

No i po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że wyciskanie jest u mnie w dużej mierze spowodowane niskim poczuciem własnej wartości, które z kolei po części wynika z tego, że mam trądzik i nie wyglądam jak gładkolice koleżanki. Mi osobiście dużo pomogły więc rozmowy z osobami, dla których tak czy siak jestem piękna, a kilka pryszczy tego nie zmieni – i tutaj honorowe miejsce należy się narzeczonemu 😉 Starałam się też często i gęsto uświadamiać sobie, że gładka cera dużej liczby dziewczyn to po prostu efekt tapety albo photoshopa. No i na koniec nie można zapomnieć o ogólnej pracy nad pewnością siebie, jaką rozpoczęłam i krok po kroku robię w tej dziedzinie postępy, ale to już temat na osobny wpis (tutaj niestety jeszcze dużo brakuje mi do ideału).

 

PS. Chcesz się dowiedzieć, jak krok po kroku pielęgnować cerę, aby skuteczniej rozprawić się z trądzikiem i nie musieć już martwić się wyciskaniem? Możesz zupełnie za darmo pobrać dostęp do kompendium walki z trądzikiem poniżej:


 

Na swoim przykładzie zauważyłam też, że wyciskałam zawsze, kiedy miałam jakiś problem, nawet podświadomy. Coś mnie zmartwiło, zestresowało na uczelni lub w pracy, albo po prostu miałam comiesięcznego, cyklicznego doła, if you know what I mean 😉

 

Nie istniał żaden logiczny związek między stanem cery a wyciskaniem. Wcale nie było tak, że jak miałam wyjątkową plagę zaskórników na buzi, to automatycznie stawałam przed lustrem i robiłam sobie masakrę. Było to związane bardziej z tym, jak się czułam, niż tym, jak obiektywnie wyglądałam. I, z tego, co zdążyłam zauważyć wśród osób mających ten sam problem, często zachowują się one podobnie. Potrafiłam rozdrapać sobie na twarzy praktycznie niewidoczny zaskórnik, tak, że tworzył krwistoczerwoną gulę, a innego dnia pląsać sobie radośnie cała w wykwitach i zupełnie się tym nie przejmować (sorry za drastyczne opisy, no ale niestety, tak właśnie było).

Kwejk podesłany dzięki uprzejmości Gosi 😉

Z powodu tego, że wyciskałam zazwyczaj pod wpływem negatywnych emocji, trudno mi było przyjąć zdroworozsądkowe argumenty, jak powstrzymać się od wyciskania. Przecież ja to wszystko wiedziałam: wiedziałam, że zostają blizny i długo gojące się przebarwienia, wiedziałam, że później będę wyglądać gorzej, niż jak miałam jeden czy dwa niewidoczne z daleka zaskórniki, no i wiedziałam, że będę tego żałować. No ale co z tego, przychodził gorszy dzień, stawałam przed lustrem… i same wiecie. Na mnie zadziałały więc bardziej praktyczne sposoby, np. to, żeby nie stwarzać w ogóle okazji do wyciskania.

 

Najbardziej przydatne dla mnie tricki podsumuję poniżej, może którejś z Was też się przydadzą?

 

      • Nie oglądaj się w lustrach dłużej, niż potrzebujesz. Kiedy zauważysz, że wpatrujesz się w lustro za długo albo łapki wędrują Ci do buzi, staraj się jak najszybciej uświadomić sobie, co robisz, najlepiej mówiąc sobie na głos, że będziesz tego żałować i będziesz wyglądać gorzej. I ucieknij od lustra jak najszybciej 😉 W bardziej drastycznych przypadkach tego zgubnego nałogu możesz po prostu zasłonić wszystkie lusterka. No ale to opcja dla prawdziwie zdesperowanych, za to gwarantuję, że w 100% skuteczna 😛

 

      • Postaraj się być jak najbardziej zajęta, aktywna i po prostu nie mieć czasu na wyciskanie. Czynności łazienkowe wtedy siłą rzeczy ograniczysz do minimum.

 

      • Fajnie jest, jeśli mieszkasz z jakąś osobą, przed którą Ci będzie później wstyd się pokazać z czerwonymi, nabrzmiałymi śladami. Osobę taką można nawet uczulić, aby zwracała nam uwagę, kiedy nas na tym przyłapie.

 

      • Kiedy mimo wszystko zaczniesz już wyciskać, nie wpadaj w dziki szał maltretowania wszystkiego, co się na twarzy znajduje. Jeśli zorientujesz się po minucie lub dwóch, że źle robisz, przerwij – myślenie, że skoro już zaczęłaś, to wszystko jedno i zrobisz na twarzy czystkę, jest całkowicie błędne.

 

      • Uświadom sobie, jak trudno Ci będzie jutro przykryć te ślady makijażem 😉

 

 

Odsyłam także na wątek na wizazu – “25 dni nie wyciskamy, czyste buzie mamy!”, gdzie dziewczyny starają się nawzajem motywować i pilnować, aby nie pogorszać sobie na własne życzenie stanu cery. Sama swego czasu się w nim udzielałam 😉 25 dni powinno wystarczyć, aby wypracować sobie swego rodzaju nawyk, ale nie miejcie do siebie wielkiego żalu, jeśli zdarzy Wam się chwila słabości. Po prostu spróbujcie od nowa.

 

Czy są wśród Was dziewczyny walczące z tym zgubnym nałogiem? Ja pluję sobie w brodę, bo większość mikro blizenek na mojej twarzy jest właśnie z powodu nie trzymania rąk z daleka od buzi… Dobrze, że przynajmniej teraz już nie robię sobie z twarzy masakry 😉