Wyjazd do Teksasu wymusił na mnie coś, o czym myślałam, że się nie zdarzy w najbliższej przyszłości – przerzuciłam się w większości na kosmetyki kupne. Zabrałam ze sobą 2 kremy nawilżające, które sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze, i dziś chciałabym słówko napisać o każdym z nich. Zaletą obu z nich jest to, że są dość tanie 😉

 

2 kremy nawilżające, jakie warto wypróbować 

Na pierwszy rzut idzie krem, który robi coś więcej, niż tylko nawilża – wspominany już na blogu Mizon Snail Recovery Gel Cream.

kremy nawilżające

 

Krem dostaniemy na ebayu za ok. 7 dolarów (22 zł). Przyznam, że od początku byłam do niego sceptycznie nastawiona. Niby na początku składu jest obiecane 74% filtratu ze ślimaka, ale potem zdarzają się świństewka, których z zasady staram się unikać. Pozytywne recenzje skusiły mnie jednak na spróbowanie, ale nie oczekiwałam od niego cudów. Do tej pory myślałam, że jedynie kosmetyki z kwasami i retinoidy są w stanie pozytywnie wpłynąć na wygląd cery trądzikowej, a reszta kosmetyków, m. in. nawilżacze, pełni jedynie rolę neutralną, chociaż oczywiście nie można o nich zapominać. Ten krem nieco zmienił moją opinię 😉

 

Skład:

IMG_2900

 

 

Inną zaletą, poza ceną, jest wydajność tego niepozornego kremiku. Stosuję go zawsze rano już od połowy czerwca, a jeszcze nie wykończyłam pierwszej tubki. Wystarczy odrobina, żeby pokryć całą twarz, a krem ma bardzo przyjemną, żelowatą konsystencję, nie zostawia żadnego połysku na twarzy, wchłaniając się błyskawicznie.

 

IMG_2908

 

Stanowi doskonałą bazę pod filtr – mam wrażenie, że nałożona na niego Missha mniej bieli. Dzięki zawartości silikonów przedłuża trwałość makijażu.

 

Co do działania. Rzeczywiście nawilża i regeneruje. Kiedy przyjechałam do Teksasu, na szyi miałam podrażnioną skórę i coś przypominającego drobną wysypkę, nie wiem od czego. Missha nawilżyła i zregenerowała skórę na szyi w 2 tygodnie, lecząc wysypkę 😉

 

Być może minimalnie wpływa również na spłycenie blizn i ujednolicenie kolorytu. Na pewno jednak wg mnie nie jest to główna rola tego kremu. Najbardziej polubiłam go za to, że moje mimiczne zmarszczki stały się zdecydowanie mniej widoczne. Buźka jest nawilżona, wygląda na niemal nieskazitelną (chociaż silikony też swoje robią ;P) i młodą. Tutaj, w Stanach, każdy dziwi się, że tak młodo wyglądamy w wieku 24 lat 🙂

 

Nie zapycha, a wręcz ogranicza powstawanie zaskórników. Już dawno nie miałam tak czystych porów na nosie, jak tutaj, w Stanach.

 

Drugim kremem, jaki może szału pod innymi względami nie robi, ale również nie zapycha i nawilża przyzwoicie cerę trądzikową, jest krem z serii Babuszki Agafii Zatrzymanie Młodości – lekki krem organiczny na dzień do 35 roku życia, producenta PIERWOJE RESHENIE.

 

IMG_2080

 

Tutaj najbardziej podoba mi się jego zapach. Kremik pachnie prześlicznie. Poza tym również kosztuje niedużo, ok. 20 zł, i podobnie jak Mizon jest dość wydajny, chociaż jego używam regularnie dopiero od jakiegoś miesiąca. Zazwyczaj ląduje na buzi wieczorem, co jakieś 2-3 dni.

 

Krem trzyma w ryzach nawilżenie, nie powodując zapychania. Kiedy widzę jakieś suche skórki, wystarczy nałożyć ten krem, żeby następnego dnia znikły. Oczywiście zapewne przyczynia się do tego i wysoka wilgotność powietrza w miejscu, gdzie mieszkam.

 

Skład jest prześliczny 😉

Aqua with infusions of organic extract of Angelica Archangelica, Rosa Dahurica Pallas Extract, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Phellodendron Amurense Extract, Rubus Chamaemorus Extract, Ribes Aurum Seed Oil, Malva Alcea Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Cetearyl Alcohol, Titanium Dioxide, Glycerin, Cetearyl Clucoside, Sodium Stearoyl Glutamate, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Meadowfoam Estolide Extract, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Organic Parfum, Limonene.

 

Prawie same naturalne oleje i ekstrakty, bezpieczne konserwanty, chociaż rzecz jasna alergicy powinni uważać 😉

 

Dzięki między innymi tym produktom, stan mojej cery trądzikowej uważam za zadowalający 😉 Buźka jest miła i gładka w dotyku, i przez większość miesiąca nie mam na twarzy widocznych zaskórników zamkniętych.

 

W Teksasie jak to w Teksasie – kiedy nie pracuję, gotuję, chodzę na basen i nad Zatokę Meksykańską, i gadam z narzeczonym na Skypie. Nic dziwnego, że czasu na bloga nie za dużo 😉 Od października obiecuję poprawę 🙂

 

Małe ogłoszenie parafialne: dziś stuknęły temu blogowi 2 latka! Nie spodziewałam się, że pomysł zrodzony z nudy przyniesie takie owoce – ponad 1200 obserwatorów i 800 000 wyświetleń. Dziękuję Wam! 🙂