Wiem, że sporo osób czeka na ten post, ja również od dłuższego czasu go przygotowuję, układając sobie w głowie, co i jak napisać 😉

 

Moja walka z zaskórnikami rozpoczęła się w lipcu 2011. Dziś, po ok. 1,5 roku, mogę chyba uznać, że została zakończona. Duża w tym zasługa Atredermu, o którym będzie cała notka. Ostrzegam, będzie rozwlekle 😉

 

Atrederm, czyli jak wytępiłam zaskórniki zamknięte

PS. Chcesz się dowiedzieć więcej na temat różnych rodzajów retinoidów i o tym, jak je bezpiecznie stosować? Jeśli tak, możesz zamówić wygodną pigułkę wiedzy na ten temat.

Najpierw jednak krótka historia mojej walki:

 

 

Atrederm zaczęłam stosować pod koniec października 2012 r., nie robiąc przerwy po zoracku – po prostu płynnie przeszłam od jednego retinoidu do drugiego.

 

Dlaczego wybrałam atre? 

Słyszałam o nim bardzo pozytywne opinie, m. in. od Ziemoliny, która napisała świetnego posta na ten temat – POLECAM. Poza tym po zoracku moje zaskórniki były co prawda mniejsze, ale nie do końca wytępione. Na pierwszy rzut oka moja skóra już od lipca 2012 r. wyglądała przyzwoicie, ale jak wyglądała naprawdę okazało się dopiero wtedy, kiedy zmieniłam aparat na dokładniejszy ;P Na pierwszy rzut oka było gładko, ale zaskórniki – zarówno otwarte, jak i zamknięte – wciąż się czaiły, o czym świadczy poniższe zdjęcie. Doliczyłam się na nim, przybliżając, około 8 zaskórników zamkniętych i 8 otwartych 😛 Już nie mówiąc o przebarwieniach i ogólnie łaciatej strukturze twarzy. Rzecz jasna była to i tak ogromna poprawa w porównaniu do tego, co było, ale chciałam jeszcze poprawić sytuację, o ile się da, dlatego sięgnęłam po Atre.

 

atrederm

 

Pierwsze wrażenia

Byłam w o tyle uprzywilejowanej sytuacji, że wysyp u mnie nie wystąpił – chyba wszystko, co miało wyleźć, wylazło podczas stosowania zoracku 😉 Oczywiście u zaczynających z mocnymi środkami wysyp może wystąpić (nie musi). Przy zaskórnikach zamkniętych możecie spodziewać się większego wysypu.

 

Poza tym Atre jest dla mnie nieporównywalnie milszy w stosowaniu niż zorac. Podczas gdy po zoracku cała twarz mnie swędziała tak mocno, że czasami nie mogłam spać, Atre rzadko kiedy powodował u mnie chociażby szczypanie. Ma też o wiele lepszą konsystencję niż zorac – jest to po prostu woda, którą ja wklepuję palcami na twarz (oczywiście trzeba potem dokładnie umyć ręce), wchłania się błyskawicznie, podczas gdy zorac zostawiał powłoczkę.

 

Już chwilę po nałożeniu Atre mam wrażenie, że twarz jest wygładzona. Oczywiście to nie do końca prawda, potrzeba na to o wiele więcej czasu 😉 Natomiast już po pierwszych kilku użyciach zauważyłam, że bezpośrednio po nocy z Atre moje zaskórniki otwarte (czarne kropki) na nosie zmniejszają się i spłycają. Nie znikają do końca, ale nos wygląda znośnie i wcale mi one nie przeszkadzają ;P

 

Kwestia wylinki. No cóż, rzecz jasna jest. Gdybym miała porównać ją do zoracku, to orzekłabym, że jest bardziej równomierna. Siła działania zoracku skupiła się na bruzdach przynosowych i brodzie, po atre złuszczam się bardziej jednolicie – najpierw przy nosie i na brodzie, ale zaraz potem na policzkach i czole. Gdzieś wyczytałam jednak, że wylinka przy Atre po pewnym czasie traci na intensywności, podczas gdy osoby stosujące zorac łuszczą się mniej więcej cały czas tak samo nawet przy wieloletnim stosowaniu. Nie wiem, z czego to wynika 😉

 

Na początku stosowałam atre w systemie 2 noce atre – 2 noce przerwy. Był to dość mocny system i wylinka była bardzo intensywna. Przez pierwszy dzień po nałożeniu – nic. Drugi – zaczynają się skórki przy brodzie i nosie. Trzeci – wylinka na całego. Czwarty – oblazłam ze skóry i pod spodem jestem piękna 😀 I znowu… pierwszy dzień – nic…

 

Minus był taki, że byłam różowa, ponieważ ta nowa skórka pod spodem jest rzecz jasna bardzo delikatna. Często pogarszałam jeszcze sytuację na pół świadomie rolując te skórki na brodzie, zamiast zrobić peeling enzymatyczny. Ohyda, później bluzka w białych paproszkach…

(chyba nie muszę mówić, że nowy naskórek trzeba chronić kremem z filtrem UVA?)

 

rozowo mi

 

PS. Chcesz się dowiedzieć, jak krok po kroku pielęgnować cerę (bo retinoidy to nie jedyny sposób, a najbardziej inwazyjny!), aby skuteczniej rozprawić się z trądzikiem? Możesz zupełnie za darmo pobrać dostęp do kompendium walki z trądzikiem poniżej:

 

 

 

Potem przeszłam na system stosowania atre co 3-4 dzień i chyba bardziej mi taki odpowiada. Skóra przez większość czasu wygląda po prostu normalnie, chociaż wylinka rzecz jasna i tak występuje, ale jest nieco łagodniejsza. Można jakoś to przyklepać i iść do ludzi 😉

 

3 miesięczne wrażenia

Po około miesiącu wiedziałam, że kocham atrederm. Po dwóch pokochałam go jeszcze bardziej (o ile to możliwe).

 

Atre praktycznie w 2 miesiące rozprawił się z resztą moich zaskórników. W chwili obecnej, po miesiącach 3, jest jeszcze lepiej, zaskórników ze świecą trzeba szukać. Siadam przed lusterkiem i mam taki problem, że, cholercia,  nawet jakbym chciała – to nie ma czego wycisnąć ;P

 

before

 

Wiadomo, że skóra nie jest idealna i czasami coś wyskoczy, ale nie ma tej kaszki na policzkach, która kryła się ciągle na moich policzkach jeszcze w październiku (zdjęcie po lewej). Zrobiło się w końcu gładko!

 

Ale to nie jedyny powód, dla którego kocham Atrederm. Po wysypie zorackowym nie miałam typowych głębokich blizn i “dziurek”, ale skóra była dość nierówna, patrząc na nią w dużym zbliżeniu wydawała się “chropowata”, było też kilka wgłębień po tym, jak sobie coś rozgrzebałam ;). Atre w znaczny sposób przyczynił się do poprawy sytuacji. Buzia po prostu z dnia na dzień stawała się coraz bardziej gładka i ten proces nadal postępuje.

 

Znacie tą gładkość buzi dziecka/nastolatki? Dzięki Atre ja znowu mam taką skórę – wygląda ona młodo, promiennie, i jest milusia w dotyku – potwierdza to także mój TŻ 😉 Wiecie, jak cudownie jest nie czuć pod palcami zaskórników?

 

bez

 

Buzia no make up – stan obecny. Jest naprawdę dobrze 🙂

 

Oczywiście Atrederm działa również przeciwstarzeniowo, nie wiem, czy to widać, bo np. pod oczy, gdzie mam pierwsze oznaki zmarszczek, go nie stosuję. Jednak fakt pozostaje faktem, że cała reszta mojej twarzy jest jędrna i napięta. Co więcej, wydaje mi się, że blizna na czole, jaką mam od dzieciństwa, się delikatnie spłyciła… jakby dzięki Atre zniknęła, to chyba zaczęłabym myśleć, że ten środek to jakiś cudotwórca 😉 No i nie można zapominać o tym, że to doskonała prewencja przeciwzmarszczkowa – jedynie retinoidy i filtry są w stanie aż tak opóźnić proces starzenia skóry.

 

Kolejny plus – wzrost nawilżenia skóry. To dziwne uczucie, ale po pewnym czasie wysuszenia i podrażnienia skóry przy retinoidach nadchodzi ten moment, że powiększają one nawilżenie jakby od wewnątrz. Mam na myśli to, że łuszczy się skóra, ale ta pod spodem wcale nie jest wysuszona na wiór, ale jakby “mokra” w dotyku. Ciężko to wyjaśnić, ale jest to bardzo fajne 🙂

 

Czy są jakieś minusy?

 

  • Rzecz jasna, wylinka – bywa krępująca. Ja jednak nauczyłam się nie zwracać na to większej uwagi.
  • Drugi minus – Atre nie działa jakoś zmniejszająco na pory. Są czyste, ale jak były rozszerzone, tak są 😉
  • Trzeci – chyba się przy nim bardziej buraczę, niż przy zoracku… na fitnesie czasem jestem cała czerwona (kwestia alkoholu w składzie?)
  • Skuteczność solo w walce z przebarwieniami mogłaby być większa (muszę ten element uzupełniać serum migdałowym 10% oraz kremem antyoksydacyjnym z kwasem liponowym i ekstraktem z mącznicy).

 

Jakie mam dalsze plany?

 

Zamierzam stosować Atrederm do około końca kwietnia. Potem odstawię go na okres wakacyjny (zamierzam stosować lekkie kwasy i antyoksydanty) i zapewne jeszcze do niego wrócę na jesień 🙂 Coś czuję, że nasza miłość potrwa dłuuugo!

 

PS. Pamiętajcie, że to opis moich doświadczeń. Przy planowaniu zakupu Atre weźcie pod uwagę, że może Was czekać wysyp (o ile to Wasz pierwszy retinoid), albo że nie będziecie go tolerować tak dobrze jak ja (ja mam skórę już mocno zahartowaną). Pamiętajcie też, że dla niektórych z Was inne retinoidy mogą sprawdzić się lepiej niż Atre 😉 I pamiętajcie o stosowaniu filtrów, bo przy tak intensywnej wylince trzeba koniecznie.

 

Co sądzicie o Atre? Zachęciłam Was do spróbowania? 🙂 Czy macie jakieś pytania? Odpowiem, o ile będę w stanie 😉

Pozdrawiam

ita