Założę się, że większa część bloggerek słyszała już o OCM, ale jednak sporo osób boi się spróbować – wiem, bo sama dość długo się przed tym wzbraniałam 😉 Spróbowałam dzięki Ani z cudownych diet i polecam na początek TEGO jej posta, jeśli w ogóle nie wiecie o co chodzi.

 

Dziś chciałabym Wam przedstawić moją opinię na temat OCM i przekonać Was, że metoda OCM jest praktycznie dla każdego, o ile nie mamy dużych problemów z naczynkami i nie jesteśmy uczulone na olej rycynowy 😉 Nie polecałabym także tej metody paniom z dużymi, ropnymi zmianami trądzikowymi. Natomiast jeśli ktoś walczy z zaskórnikami – tak jak ja – wtedy rzekłabym, że jest to wręcz wskazane, żeby spróbować 🙂

 

Co jest potrzebne do OCM?

1. mieszanka olejowa, czyli olej rycynowy + inne oleje bądź oliwki

 

Oleju rycynowego powinno być między 10 a 30% całej mieszanki, w zależności od potrzeb skóry (podręcznikowo zaleca się: 10% – sucha, 20% – normalna, 30% – tłusta). Większa ilość rycyny może nadmiernie wysuszać buzię. Jest głównym składnikiem mieszanki olejowej, dlatego nie radziłabym pomijać go w tym rytuale (co robią niektóre dziewczyny). Ze względu na podobieństwo do ludzkiego sebum to właśnie ten olej odpowiada za efektywne oczyszczenie porów w OCM (chociaż też najbardziej wysusza) więc warto dać go chociaż te 10% – tyle właśnie ja używam, ponieważ stosuję jednocześnie retinoidy i nie chcę przesuszać skóry.

OCM bez oleju rycynowego to nie OCM. Podobny efekt uzyskałybyście po prostu wmasowując oleje w twarz przed zaśnięciem, więc jeśli nie chcecie używać oleju rycynowego, możecie sobie darować tę metodę 🙂

Jakie inne oleje/oliwki wybrać?

Zadanie to jest bardzo proste, jeśli już włączyłyście oleje do codziennej pielęgnacji. Wtedy macie już swoich faworytów i wiecie, jaki olej na Was najlepiej działa. Dlatego moja pierwsza mieszanka składała się z olejów, które cenię i lubię:

 

  • 10% obowiązkowo olej rycynowy
  • 50% olej migdałowy
  • 30% olej z pachnotki
  • 10% olej z krokosza

Jak widać, wybierałam oleje lekkie, niezapychające, o działaniu przeciwtrądzikowym. Jeśli Waszym priorytetem jest również takie działanie, musicie wybierać podobne oleje, np. z pestek brzoskwini, z arbuza, z zielonej herbaty. Jeśli macie cerę normalną macie już większą dowolność w wyborze oleju. Przy cerze suchej trzeba wybierać oleje mocno nawilżające, np. jojoba, makademia, awokado.

Można do mieszanki dodać droższe oleje: dodatek oleju tamanu (ok. 5%) przyda się przy cerze zanieczyszczonej i tłustej, a także wspomoże walkę z bliznami, olej arganowy przyda się przy cerze dojrzałej, itd.

 

Można dodawać do mieszanki olejki eteryczne, np. olejek herbaciany czy olejki cytrusowe wspomogą walkę z zaskórnikami (parę kropel). Olejek różany, geraniowy, lawendowy wspomogą cerę normalną i dojrzałą. Niestety, wówczas mieszanka może podrażniać oczy, dlatego ja tego nie zrobiłam, zamiast tego dodawałam olejek herbaciany gdzie indziej (zaraz do tego dojdziemy :D).

 

Jeśli nie macie w domu żadnych olejów, na początek poleca się olej winogronowy dostępny w supermarketach – nie radziłabym używać oliwy z oliwek, ponieważ jest dość ciężka i może zapychać.

 

Można oczywiście używać do OCM oliwek, zwracając uwagę, żeby nie były na parafinie i składały się tylko i wyłącznie z naturalnych olejów, bez dodatków np. trójglicerydów, które mogą zapchać pory. Przykłady właściwych oliwek: oliwka Hipp, oliwka Babydream dla mam, olejki Alterra. Ja osobiście nie jestem przekonana do tego pomysłu, ze względu na fakt, że nie wszystkie oleje zawarte w oliwkach mi pasują, a np. oliwki od Alterry mają bardzo bogaty skład, a w moim przypadku im prościej, tym lepiej. Jeśli dana oliwka zawiera już olej rycynowy, należy zmniejszyć ilość rycyny w naszej mieszance.

Oliwkę Hipp uznałabym za stosunkowo “najbezpieczniejszą” z wyżej podanych (poleciłam ją mojej siostrze) – w składzie tylko olej słonecznikowy i olej ze słodkich migdałów oraz wit. E (która notabene w większym stężeniu niż 0,1% również może zapychać bardziej wrażliwe cery).

 

2. Potrzebna jest nam również szmatka z mikrofibry bądź miska do wykonania parówki w zestawie z papierowymi ręcznikami 😉

Ja osobiście nie chciałam używać szmatki z mikrofibry. Mimo codziennego prania uważałabym ją za niehigieniczną, a poza tym boję się o swoje naczynka, które są co prawda opanowane, ale nie chcę ryzykować. Dlatego wybrałam metodę “parówkową”.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Metoda parówkowa jest bardzo prosta.

Gotuję wodę na wieczorną porcję ziółek, zalewam ziółka i idę z czajnikiem do łazienki 😉 Tam zwilżam twarz hydrolatem oczarowym i zmywam makijaż z oczu micelem (nie chcę robić z siebie pandy, olejami zmywam jedynie pozostałości makijażu), po czym nakładam palcami swoją mieszankę.

Mieszankę należy trzymać w zamkniętej szafce, z dala od słońca, w szklanej, ciemnej buteleczce, i wstrząsnąć przed każdym użyciem. Ja za pierwszym razem wykonałam 100 ml mieszanki.

Czy masować? Różnie mówią, ale jeśli macie skłonności do podskórnych gul, można sobie darować, wystarczy równomiernie pokryć całą twarz. Wasza buzia ma być świecąca od oleju, ale bez przesady, żeby nie kapało z niej hektolitrami 😉

 

Potem przygotowuję parówkę. Do miski wrzucam czasami 3 łyżki ziół, które dodatkowo łagodzą dolegliwości skórne, u mnie jest to głównie nagietek i bratek. Zalewam ziółka wodą z czajnika, wkraplam 3-4 krople olejku herbacianego (dodatkowo, oprócz właściwości przeciwtrądzikowych, inhalacja dróg oddechowych ;]), wiszę z głową nad miską, przykryta ręcznikiem 😉 Woda ciągle jest gorąca, więc żeby się nie poparzyć, czasem odchylam mocniej głowę. W trakcie czuję takie specyficzne skapywanie oleju z twarzy do miski, tak ma właśnie być 😉

Wiszę tak ze 2 minuty, po czym przykładam ręcznik papierowy do twarzy i powtarzam. Łącznie wykonuję 3 zwisy po 2 minuty 😀

 

alep 3

 

 

Po trzecim zwisie zazwyczaj nie przykładam ręcznika, tylko myję twarz mydełkiem Alepp 16%. Nie jest to obowiązkowe i nie zawsze to robię, ale w przypadku cer skłonnych do zapychania, takich jak moja, pozostawienie resztek oleju na twarzy mogłoby się źle skończyć.  W innym przypadku wręcz przeciwnie, oleje mogą dodatkowo odżywić i zregenerować skórę. Używam zimnej wody, żeby domknąć pory. Przykładam papierowy ręczniczek. Koniec rytuału 😉

 

Wydaje się to dość czasochłonne, ale w rzeczywistości wcale takie nie jest. Myślę, że zajmuje ok. 15 minut, już ze wszystkim. Poza tym, nie wykonuję OCM codziennie, kiedy np. wieczorem mam coś zaplanowane czy po prostu mi się nie chce, odpuszczam sobie i myję buzię metodą tradycyjną (micel + żel Babydream z mleczanem sodu + hydrolat).

 

Po OCM zazwyczaj odczekuję pół godziny i nakładam krem zmieszany z olejem bądź retinoid.

 

Jakie widzę zalety tej metody?

Lubię kosmetyki, co do których rozumiem, w jaki sposób działają. Tak właśnie jest z OCM. Rozumiem, że olej rycynowy w połączeniu z innymi olejami wnika do wnętrza porów i sprawia, że się odblokowują i nie gromadzi się tam sebum, co jest pierwszym krokiem do powstawania wyprysków. Rozumiem, że jest to metoda, która pozwala na dogłębne oczyszczenie skóry ze wszystkiego, nawet z silikonów i parafiny, a przy tym zachowuje naturalny płaszcz lipidowy skóry (o ile nie zmywa się go później mydłem Alepp ;]). Rozumiem, że jest to szansa na doprowadzenie tłustej skóry do porządku, ograniczenie wydzielenia sebum, zmniejszenie porów i wygładzenie buzi. Mam też wrażenie, że przyspiesza walkę z przebarwieniami.

 

Generalnie rzecz ujmując, widzę same zalety, może poza czasochłonnością 😉 Moja buzia zaraz po OCM jest miła w dotyku, gładka, zaskórniki są praktycznie niewidoczne, a większe pryszcze się “rozpulchniają” i szybciej giną. Przeżyłam szok, kiedy pewien dojrzały prychol po prostu mi po OCM odpadł, zostawiając jedynie strupek 😉 Stosuję metodę od niecałego miesiąca i widzę ograniczenie się liczby zaskórników i uspokojenie cery. Zdecydowanie będę stosowała dalej.

 

Tak, wysyp jest możliwy, owszem. Ale czego innego się można spodziewać, jeśli ktoś ma zanieczyszczoną skórę, a przy tym maltretuje ją parafiną i podkładami z silikonem, nie zmywając ich dokładnie? To naturalne, że kiedy w końcu naskórek zostanie porządnie oczyszczony, wyjdzie to, co do tej pory siedziało ukryte pod tą warstewką. Wysyp nie powinien jednak trwać długo. W przypadku osób, które stosują naturalną pielęgnację i nie mają skłonności do zaskórników, może się w ogóle nie pojawić.

Moje przemyślenia na temat niepowodzeń przy OCM:

– używanie niewłaściwej (niedostosowanej do potrzeb skóry) mieszanki

– niedokładne oczyszczanie skóry szmatką bądź papierowym ręcznikiem po zakończeniu rytuału

– nadmierne wysuszenie skóry przez używanie zbyt dużej ilości rycyny

– uczulenie na olej rycynowy
– niedokładne pranie szmatki (zostają w niej bakterie)
– niewłaściwe przykładanie szmatki do twarzy (powinno się “odciskać” nadmiar olejów, a nie wycierać całą twarz, bo w ten sposób można roznieść drobnoustroje)

– brak potrzeby stosowania OCM – jeśli ktoś ma ładną buzię, bez rozszerzonych porów i zaskórników, albo ze sporadycznym pryszczem na okres, może być rozczarowany metodą, szczególnie jeśli na początku wystąpi pogorszenie 😉

 

Stosujecie OCM? Może któraś z Was również używa metody “parówkowej”? 😉

 

PS. Przeczytałaś wpis, ale nie wiesz, jak to wszystko poukładać w skuteczny plan pielęgnacji?

Zamów

 

Czy chcesz ustalić plan pielęgnacji na 3 miesiące?

Weź udział w tym darmowym, 4-dniowym kursie i zrób to razem ze mną!

Otrzymasz lekcje PDF co 1 dzień, na podstawie ebooka o wartości 79 zł - szczegóły TUTAJ.

You have Successfully Subscribed!