Bardzo dawno nie było już aktualizacji makijażowej! A że makijaż dla posiadaczek cery trądzikowej ważnym jest, o czym już pisałam, to pewnie wiele z Was szuka ciągle opcji takiej, żeby jako tako na co dzień wyglądać, a przy tym nie przypominać ściany wysmarowanej gładzią gipsową.

 

Wiadomo, zależy nam żeby taki makijaż spełniał kilka warunków:

  1. ze znacznym stopniem krycia, żeby przykryć to i owo,
  2. żeby podkład w magiczny sposób „nie zapychał” (z mitami na temat zapychania rozprawiam się tutaj),
  3. no i żeby też było wydajnie w miarę i nie tak drogo (bo komu się uśmiecha wydawanie na makijaż 200 zł za buteleczkę podkładu?).

 

Dla mnie, jak może już wiecie, te wszystkie 3 warunki spełnia makijaż mineralny.

Makijaż mineralny odkryłam już, ohoho, jakieś 5 lat temu? I wyobraźcie sobie, że od tamtego czasu jestem mu wierna niczym pies. Zdrady zdarzają mi się jednak od czasu do czasu, zazwyczaj na rzecz kremu BB i w sytuacjach, kiedy wymagana jest większa „szpachla”, typu impreza 12-godzinna, jak na przykład wesele.

 

Wypróbowałam już wielu rzeczy. Na początku robiłam taki podkład samodzielnie. Nie powiem, było to przyjemne doświadczenie, aczkolwiek trzeba się było zaopatrzyć w maseczkę (bo aż tak pyliło), młynek do kawy dedykowany tylko i wyłącznie procesowi produkcji, a także świętą dawkę cierpliwości. Co prawda samodzielny wykonany podkład miał też zalety. Sama kontrolowałam stopień krycia, koloryt, właściwości, no i był ze 3 razy tańszy niż minerały dostępne w sklepach.

 

Potem jednak, w miarę jak robiłam się starsza i bardziej leniwa, przeszłam na gotowce.

Wcześniej namiętnie używałam podkładu mineralnego Annabelle, którego recenzję znajdziecie tutaj. Nie był zły, natomiast krycie nie było idealne, miałam też wrażenie, że dość szybko się z twarzy ścierał. Szukałam więc czegoś nowego i tym razem wybór padł na Pixie Cosmetics.

Wiem już, jaki mam koloryt, więc wybór właściwego odcienia z gamy pierdyliarda dostępnych na stronie całe szczęście nie był problemem – wybrałam żółtawą wersję Dune, z serii Amazon Gold.

 

Podkładu dostajemy raptem 6,5 g, ale uwierzcie mi, w przypadku minerałów to bardzo dużo – mi  wystarcza na około 2 miesiące. Cena? Ok. 90 zł, więc do najtańszych niestety nie należy, jest droższy niż Annabelle i O WIELE droższy niż własnoręcznie ukręcony podkład z kolorówki. Oczywiście znajdziecie go na stronie Pixie Cosmetics.

 

Czy jest jednak warty swej ceny, oto jest pytanie?

Cóż, na pewno nie można mu odmówić większego krycia niż Annabelle, a także większej trwałości, więc moim skromnym zdaniem daje radę. Pod kątem rozprowadzania jest równie przyjemny. Co prawda bez korektora w miejscach problematycznych, typu zaczerwienienia czy sińce, i tak się nie obędzie, ale ogólny efekt jest całkiem całkiem zadowalający.

 

Bardzo ładnie stapia się z cerą, nie podkreśla również aż tak suchych skórek. Ja go aplikuję na filtr NIVEA, o którym ostatnio pisałam, potem ewentualnie puder matujący w roli primera. Następnie sam makijaż mineralny od razu stempluję przy pomocy pędzla flat top – wystarczy odrobinka, jak na zdjęciu, jest całkiem wydajny.

 

Końcowy efekt jest bardzo naturalny, a jednocześnie koloryt wyrównany.

 

Komu go polecam?

Osobom, dla których ważny jest naturalny wygląd i szukają kosmetyku „na co dzień”, nie do zadań specjalnych (niestety tak jak pisałam, w przypadku większych przebarwień czy zaczerwienień bez dodatkowego korektora się nie obędzie). Nawet osobom z cerą tłustą – wystarczy zaaplikować odpowiedni puder pod spód i włala, nic się nie powinno błyszczeć ani świecić.

 

No mógłby być trochę tańszy, ale już trudno. Im jestem starsza, tym bardziej doceniam wygodę i komfort stosowania i jestem w stanie za to odrobinę dopłacić.

Dalsze plany makijażowe? Zamierzam wypróbować też Pixie, ale z serii Minerals Love Botanics – według KWC powinien być o wiele lepszy, więc zobaczymy!

 

UWAGA – ogłoszenie parafialne!

W związku z faktem, że niebawem pojawi się w moim życiu mała istotka imieniem Stasio, przygotowuję (jeszcze przed jego urodzeniem) platformę wiedzy dla czytelniczek, które szukają rozwiązania swoich problemów z trądzikiem – tak, żebyście nie zostały bez wsparcia, jeśli akurat Stasio będzie pożerał mi cały wolny czas 🙂

Na platformie znajdziecie:

  • kilka godzin nagrań wideo – w tym wszystkich webinarów
  • dwa mini kursy w formie pdf
  • 3 zestawy przykładowych planów pielęgnacji

 

Platforma wystartuje 29.05.2017 r. w poniedziałek!

Jeśli nie chcesz przegapić informacji i czujesz, że taka pomoc Ci się przyda, zapisz się tutaj: http://www.italianablog.pl/lista-oczekujacych/ 

 

 

Dziękuję za komentarz!

 Jeśli masz problemy z cerą, zapisz się na newsletter - otrzymasz BEZPŁATNIE kompendium walki z trądzikiem.

Super! Za kilka minut otrzymasz maila z prośbą o potwierdzenie zapisu - wystarczy kliknąć w link aktywujący, a kompendium znajdzie się w drodze!