Hej hej, przyszedł weekend znowu, a ja mam dla Was szokujący news! Znowu powstał nowy, świeżutki wpis! Nie wiem, czy to wiosna pukająca do okien daje mi się we znaki, ale zamierzam wykorzystać ten nagły przypływ energii twórczej na maksa, dlatego dziś przychodzę z wpisem polecającym kolejną azjatycką filtrową perełkę, a mianowicie: filtr Nivea Sun Protect Plus UV Milky Essence.

 

Standardowo filtr zamówiłam na ebayu (niestety nie jest dostępny w Polsce), szukając kolejnych produktów tego typu z wysoką ochroną antyUVA. Ten filtr taką ma, o czym świadczy wartość parametru PA (PA ++++ odpowiada PPD o wartości ponad 16 – jeśli nie wiesz, o czym mówię, zerknij do wpisu w którym tłumaczę co to jest PPD i dlaczego jest takie ważne).

 

I jaram się odkąd go stosuję, a stosuję już blisko 2 miesiące. Bo nie wiem, czy wiecie, ale jestem wielką fanką filtrów azjatyckich, które moim zdaniem mają o wiele większe walory użytkowe niż duża część polskich. Przy tym wcale nie są aż tak drogie.

 

Jeśli interesują Cię recenzje pozostałych filtrów z Azji, jakie wypróbowałam, zerknij poniżej:

  1. Pure Block Aqua Sun Gel, czyli kolejny filtr z Azji
  2. Hada Labo UV Creamy Gel – dobry filtr z Japonii
  3. Jeden z pierwszych filtrów koreańskich, jakie wypróbowałam, czyli filtr Missha
  4. I kolejny japoński: Filtr Biore UV AQUA Rich Watery Essence SPF50

 

Do tej pory do moich faworytów należał Hada Labo, ale niniejszym stwierdzam, że filtr Nivea jest godną konkurencją.

 

Filtr Nivea Sun Protect Plus UV Milky Essence

Kosztuje na ebayu różnie, ale średnio ok. 12 dolarów, czyli ok. 50 zł za pojemność 50 g. Powiedziałabym, że porównywalnie do filtrów aptecznych.

 

Jak widać, filtr Nivea ma wodnistą konsystencję, dzięki czemu super szybko się wchłania! Będzie odpowiedni dla posiadaczek cer tłustych, którym zależy, aby filtr nie bielił i nie rolował się pod makijażem. Ten bowiem zachowuje się pod makijażem wprost rewelacyjnie, o czym świadczą poniższe zdjęcia:

 

Na pierwszym jestem bez niczego, na drugim świeżo po posmarowaniu się japońską Niveą, a na ostatnim z filtrem i makijażem mineralnym.

 

Jak widać, praktycznie nie widać różnicy między „gołą” skórą, a skórą posmarowaną filtrem. Filtr Nivea nie wymaga praktycznie żadnego matowienia, sam wchłania się praktycznie do zera.

 

Skład, czyli drobne minusy produktu

Niestety filtr Nivea nie jest dla wszystkich, o czym świadczy wysoko obecny w składzie alkohol, pod koniec składu też jest kilka świństewek zaznaczonych na czerwono.

Water, ethylhexyl methoxycinnamate, alcohol, zinc oxide, isotridecylisononanoate, dimethicone, bisethylhexyloxphenol methoxyphenyltriazine, neopentyl glycol dicaprate, methyl methacrylate crosspolymer, diethylamino hydraxybenzoyl hexylbenzoate, ethylhexyl triazone, butylene glycol, hydrated silica, C13 – 14 isoparaffin, methicone, C12-13 alkyl glyceryl, hydrolyzed hyaluronate, phelloderidron, amurense bark extract, polyglyceryl -2 triisosterate, PEG -40 hydronated castor oil, polyhydroxystearic acid, polyacrylamide, xanthan gum, laureth-7, tocopheryl acetate, BHT, phenoxyethonal, methylparaben.

 

Mi akurat obecność alkoholu nie przeszkadza, ze względu na to, że mam mieszaną cerę, ale dla wrażliwców ten filtr może nie być odpowiedni.

 

Najbardziej jednak podoba mi się w składzie obecność aż 5 filtrów, w tym jednego mineralnego oraz dwóch filtrów tzw. „nowej generacji”, zapewniających szerokie spektrum ochrony przed promieniowaniem UVA i UVB. Ochrona naprawdę powinna być stabilna dzięki Tinosorbowi S oraz Uvinulowi A Plus.

 

Ogólna ocena jednak naprawdę na piątkę,

może z małym minusem, bo nie wiem, jak poradzi sobie, kiedy będzie cieplej. Tymczasem jednak stosuję, stosuję i będę stosować z wielką przyjemnością, no bo jeszcze raz same popatrzcie, jak ładnie komponuje się z makijażem:

 

Dziękuję za komentarz!

 Jeśli masz problemy z cerą, zapisz się na newsletter - otrzymasz BEZPŁATNIE kompendium walki z trądzikiem.

Super! Za kilka minut otrzymasz maila z prośbą o potwierdzenie zapisu - wystarczy kliknąć w link aktywujący, a kompendium znajdzie się w drodze!