Aloes. Jeden z najwspanialszych składników, jakie wymyśliła matka natura i na jakie człowiek jakimś cudem wpadł, żeby je zastosować. Aloes jest niesamowity. Łagodzący podrażnienia, przyspieszający regenerację, na stany zapalne, czyli pospolicie mówiąc pryszcze, też się nadaje. Idealny składnik dla cery problematycznej i trądzikowej.

 

Mój osobisty „naturalny” hit, oprócz spiruliny działający na moją skórę najlepiej i najbardziej zauważam po nim różnicę. Aloes zatężony z zsk znalazł się nawet na liście moich ulubionych półproduktów. Co jednak, jeśli nie macie ochoty bawić się w półprodukty?

 

Krem aloedermal

aloedermal krem

 

Oczywiście istnieją gotowe kosmetyki z aloesem. Jakiś czas temu odezwał się do mnie dystrybutor włoskich kosmetyków w sprawie współpracy, a chodziło właśnie m. in. o krem z aloesem. Rzadko podejmuję się współpracy, ale zerknęłam na skład i przepadłam. No a poza tym – Italiana blog, włoskie kosmetyki… no same przyznacie, że to brzmi jak przeznaczenie. Heloł.

(PS. Notabene kiedyś na studiach uczyłam się przez 2 lata włoskiego, niestety do końca mi to nie wyszło i teraz już nic nie pamiętam, a szkoda, bo teraz bym sobie wszystko na opakowaniu sama przetłumaczyła :/ a włoski taki piękny język).

 

Krem Aloedermal (bo o nim mowa) niby ma w nazwie przeciwzmarszczkowy, ale ostatnio tłumaczyłam, jak to z tymi przeciwzmarszczkowymi kremami jest. Dlatego też nie zamykajcie oczu na ten krem, nawet jeśli macie troszkę mniej lat niż ja (ja w tym roku skończę poważne 27 lat), bo to, czy powinniście taki krem zastosować, zależy od potrzeb skóry.

 

A dla jakich cer polecam taki krem?

Krem ma w składzie zarówno emolienty, jak i humektanty, a równowagę pomiędzy nawilżaniem a natłuszczaniem w miarę upływu lat coraz bardziej doceniam. Moja skóra staje się coraz bardziej wymagająca, więc jakieś lekkie kremiki, gdzie więcej jest nawilżaczy, a olejów i innych emolientów jak na lekarstwo, nie są już dla mnie.

 

Ten krem nada się również dla cer w trakcie kuracji kwasami / retinoidami, ze względu na fakt, że nie zawiera składników potencjalnie drażniących czy uczulających. Skład jest dość prosty i hipoalergiczny.

 

bardzo dobry skład

 

Nic nie widać na zdjęciu? Zerknijcie same na skład:

Aqua, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Glucoside, Chondrus Crispus Extract, Glyceryl Caprylate, Phenoxyethanol, Vitis Vinifera Fruit, Meristem Cell Culture, Aloe Barbadensis Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycyrrhetinic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Butylphenyl Methylproprional, Hydroxycitronellal, Eugenol, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Limonene,Benzyl Benzoate, Linalool

 

Nie samym aloesem ten krem żyje

Oprócz aloesu, główne składniki aktywne kremu to m. in. komórki macierzyste z winogron, kwas hialuronowy, ekstrakt z alg morskich, masło shea, oliwa z oliwek, kwas glicerytynowy czy antyoksydant – witamina E. Nie będę się już rozpisywać o poszczególnych właściwościach tych składników, ale jeśli chcecie, przeczytajcie sobie o nich więcej tu:

O składnikach aktywnych kremu

 

Wrażenia ze stosowania

Na stronie jest napisane, że krem zaleca się stosować 2x dziennie w celu  uzyskania najlepszych efektów. Znacie mnie jednak, nigdy nie robię tak, jak Bóg i producent przykazał, więc owszem, krem znalazł się w moim planie pielęgnacji, ale tylko wieczorem, w dni, kiedy nie stosuję retinoidów ani kwasów, albo rano, kiedy walczyłam z większym przesuszem, pod filtr.

I w tej roli, jako uzupełnienie kuracji kwasowej, sprawdził się znakomicie.

Ale może najpierw jeszcze słówko o konsystencji i wrażeniach, że tak powiem, estetycznych.

aloedermal konsystencja

 

Krem pięknie pachnie. Przecudownie. Jest gęsty, rozprowadza się wyśmienicie po skórze i od razu wywołuje przyjemny efekt nawilżenia naskórka. Stanowi świetną bazę pod makijaż czy pod filtr, wszystko się na nim rozprowadza znakomicie.

 

W dłuższej perspektywie nawilżenie jest jeszcze bardziej widoczne, a zwłaszcza dobrze się sprawdził w okolicach oczu, które niestety miałam troszkę zaniedbane. Tam widoczne jest wyraźne lepsze napięcie i wygładzenie mimicznych zmarszczek.

Jest też bardzo wydajny, przez to, że jest taki gęsty – na całą twarz wystarczy jedynie odrobinka.

 

Podsumowując, skład jest bardzo dobry, bezpieczny dla alergików, a i wielbicielki naturalnej pielęgnacji nie za bardzo mają się do czego przyczepić. A przede wszystkim jest w nim to, co tygryski lubią najbardziej, czyli dużo składników aktywnych.

 

Cena kremu to 80 zł / 50 ml, do kupienia tutaj.

 

Oprócz kremu, coś dla włosów

Dodatkowo od Włochów otrzymałam również kurację wzmacniającą włosy: szampon Rigenforte oraz kapsułki wzmacniające włosy. Zaczęłam stosować z chęcią, bo niestety moje włosy ostatnio mocno zaniedbane, m. in. ze względu na ich lekkie rozjaśnienie, jakie niedawno przeprowadziłam, a także na fakt, że niestety teraz nie stosuję regularnie ani olejów, ani masek, a włosy myłam zwykłym head&shoulders.

 

Dobry szampon więc naprawdę zrobił różnicę, a pigułeczki sobie łykam na wiosenne wzmocnienie.

kosmetyki włoskie

 

Ciekawostką w składach jedno i drugiego jest l-cysteina – pamiętacie, jak jakiś czas temu przetoczyły się po blogosferze szerokim echem płukanki z l-cysteiny? Te, które tak… hm, jakby to powiedzieć, nieprzyjemnie pachniały 😉

 

W każdym razie, cysteina jest skutecznym składnikiem wzmacniającym włosy, a oprócz niej w składzie jest też biotyna, kofeina, czy olej arganowy, czyli wszystkie składniki, które pomagają odratować biedne włosięta.

 

rigenforte szampon

 

Szampon kosztuje 30 zł za 200 ml i jest do kupienia tutaj (tam też znajdziecie skład), z kolei magiczne tabletki wzmacniające o śmiesznej nazwie (retard) też za 3 dyszki są do znalezienia tu.

Nie zauważyłam w ich składzie czegokolwiek, co budziłoby moje obawy, a wręcz przeciwnie, dlatego włączyłam je do codziennej suplementacji (oprócz tego łykam sobie kwas omega – głównie ze względu na moją wysoką krótkowzroczność, nie to, że wciągam miliardy pigułek :)).

 

reginforte_nowe-640x246

 

Ogólnie, włoskie kosmetyki dobre są (tako rzecze Italiana)

 

Na początku trochę się bałam, że ceny będą bardzo drogie, ale 80 zł jak za wydajny, dobry składowo krem to jednak nie jest aż tak dużo. Doceniam też to bardzo, że nie ma żadnych psychologicznych zagrywek z ceną, krem kosztuje po prostu 80 zł, a nie 79,99.

Cena obecna to 80 zł, a normalna to 100 zł, nie wiem, jaka to promocja i ile to potrwa, ale jak zainteresował Was ten produkt to pewnie lepiej zamówić za 80 zł niż za 100.

 

Zamów krem z aloesem

 

Dziękuję za komentarz!

 Jeśli masz problemy z cerą, zapisz się na newsletter - otrzymasz BEZPŁATNIE kompendium walki z trądzikiem.

Super! Za kilka minut otrzymasz maila z prośbą o potwierdzenie zapisu - wystarczy kliknąć w link aktywujący, a kompendium znajdzie się w drodze!