Bo tak naprawdę, może zabrzmi to dziwnie, ale… w gruncie rzeczy zależy mi na tym, żeby odchodzili.

 

Ale żeby odchodzili wtedy, kiedy już nic nie będę w stanie im podpowiedzieć.

 

Celem mojego bloga jest to, żeby pomóc innym wyprowadzić swoją skórę „na prostą” i nauczyć podstawowych zasad, jakimi warto się kierować przy pielęgnacji twarzy – tak, aby później babeczki już same umiały o nią zadbać. Kiedy to się stanie… my job is done.

 

Jakkolwiek bym się nie starała, jakkolwiek bym nie stawała na głowie, staty w Google Analytics mam u siebie nieubłagane – połowa czytelników w ciągu miesiąca to czytelnicy powracający, a druga połowa gości u mnie pierwszy raz. Bo tak. Bo wpisały(li) w wyszukiwarkę hasło „jak walczyć z zaskórnikami” albo „jak pozbyć się trądziku”. I nie da się ukryć, że chcę im pomóc, od podstaw, żeby to przejście od „zupełnie nie wiem, co stosować na twarz” do „mam program pielęgnacji, który działa i dzięki któremu moja cera jest coraz piękniejsza” było jak najmniej bolesne. Po to piszę. To jest moja misja.

 

Stąd na blogu mało jest ostatnio treści przeznaczonych dla zaawansowanych czytelniczek.

Po mailach, po ruchu na blogu, po pytaniach, jakie zadajecie w komentarzach, widzę, że jest u mnie mnóstwo początkujących, które chcą coś zrobić w kierunku ładniejszej cery, ale nie za bardzo wiedzą jak – czyli coś dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele. Stąd te moje pomysły – uporządkowanie wpisów dotyczących walki z trądzikiem w jedno kompendium walki z trądzikiem, czy też coraz mniej wpisów biochemicznych (bo okazuje się, że one budzą mniejsze zainteresowanie niż chociażby ostatni hit dotyczący gotowych kosmetyków z kwasami)Chcecie tego czy nie, wygląda na to, że lubicie iść na łatwiznę 😀

 

No i trzeba z tym żyć. Trzeba żyć z tym, że większość z Was wpadnie tu, przeczyta te darmowe materiały, które udało mi się przez 4 lata zgromadzić i wypróbować produkty w większości na własnej skórze, zostanie kilka miesięcy max… i wypadnie. Może podziękuje, a może nawet nie.

 

Ale ja nadal będę robić swoje, bo ciągle będą nowe dziewczyny, które wpadną tutaj pierwszy raz, i dla których te treści będą nowością. Bo będę. Bo robię to po coś. Mam swój cel i mam swój sens. Jak to ostatnio pięknie napisała we wpisie 8iPół, ma to znaczenie, nawet jeśli zmienię tylko kilka małych ludzkich światów.

 

Oczywiście, będzie mi miło, jak uda nam się nawiązać jakąś relację 😉

Jak zapiszecie się na newsletter i czasem wymienimy kilka maili, albo pogadamy na fejsie. Będzie mi miło, jak się polubimy, i jak zostaniecie ze mną na dłużej, nawet, jeśli już Wasze buźki będą piękne. Albo nawet (taką nieśmiałą mam nadzieję) podziękujecie bezinteresownie, że treści się przydały? Zdarzyło mi się to ostatnio raz i ten mail był chyba najpiękniejszą rzeczą, jaką od początku istnienia bloga dostałam.

 

Dlatego dziękuję Wam, że jesteście. Ale nie będę panikować, że czytelnicy odchodzą, bo wiem, że po pierwsze, to naturalny etap, a po drugie, pamiętam, że zawsze przyjdzie ktoś nowy, dlatego nie ma co z tego powodu płakać, tylko skupić się na tych nowych odbiorcach, aby im ułatwić zapoznanie się z ogromem treści na blogu.

 

No i – co najważniejsze – w końcu o to mi chodzi, żebyście same wiedziały już potem, jak dbać o cerę, bez podpowiedzi jakiejś tam Italiany czy innej laski z internetu. Samodzielność lejdis, samodzielność przede wszystkim!

 

Mała dygresja:

Wpis o Pharmaceris SPF50+ już niebawem na blogu, pewnie w weekend. Dziś za to idę mierzyć ślubną sukienkę i kupować welon, i jestem podjarana jak cholera <3