Zdarzyło mi się nie raz i nie dwa zaszaleć z zakupami kosmetycznymi. Nic w tym dziwnego, jesteśmy w końcu kobietami i od czasu do czasu można sobie pozwolić, żeby wydać nieco więcej na nasze zachciewajki. W pewnym momencie przyłapałam się jednak na tym, że wydaję na kosmetyki więcej, niż  jestem sobie w stanie pozwolić 😉 No i nadszedł ten moment, że powiedziałam sobie „dość”, najwyższa pora, aby zacząć kupować kosmetyki z głową.

 

W przypadku, kiedy jeszcze studiowałam i czasami rodzice dokładali to nie był jeszcze duży problem, ale od niedawna przecięłam rodzicielską pępowinę i ambitnie stwierdziłam, że od tej pory jałmużny nie przyjmuję i zarabiam sama na siebie. Zainstalowałam sobie zgodnie z sugestiami Michała z jakoszczedzacpieniadze darmowy Microsoft Money i zaczęłam skrupulatnie notować wszystkie wydatki.

 

I wtedy dopiero okazało się, jak bardzo mój kosmetyczny zakupoholizm wymknął się spod kontroli.

 

Luźną ręką wydawałam miesięcznie 400, 500 zł. Głównie przez Internet, oczywiście, ale i czasami niepotrzebne zahaczanie po drodze do domu o drzwi drogerii też przynosiło rezultaty w postaci pustek w portfelu. Jasne, że ta suma może dla niektórych wydać się niewysoka, jest to oczywiście względne. Grunt, żeby zorientować się, czy nie wydajesz przypadkiem za dużo w porównaniu do tego, ile przynosisz do domu 😉

 

I nadszedł ten dzień, że trzeba było zacząć się ograniczać. W chwili obecnej już od 3 miesięcy staram się kontrolować swoje wydatki kosmetyczne. Ustaliłam sobie limit w wysokości 200 zł miesięcznie na wszystko (włosy, kolorówka, pielęgnacja) i jego twardo się trzymam 🙂 A w jaki sposób to robię?

 

Przygotowałam dla Was 7 wskazówek, ale rzecz jasna inne pomysły na świadome kupowanie kosmetyków również są mile widziane 🙂

Jak kupować kosmetyki

 

1. Twórz zakupowe wishlisty

Wystarczy zwykły arkusz word albo nawet kartka w notatniku. Za każdym razem, kiedy przeczytasz o czymś, co chciałabyś mieć natychmiast, zapisz to w wishliście, zamiast klikać od razu przycisk „kup”. Potem od czasu do czasu (np. raz na tydzień) taką wishlistę przeglądaj. Na pewno okaże się, że niektórych produktów na niej wymienionych już od dawna nie chcesz mieć, bo znalazłaś coś lepszego 🙂

 

2. Używaj kosmetyków, które pełnią więcej niż jedną funkcję jednocześnie

Sztandarowym przykładem jest dla mnie tutaj np. żel Babydream. Za jego pomocą możecie m. in. umyć twarz, włosy, a nawet pędzle 😉 Innym przykładem są paletki cieni do powiek, których możemy użyć również jako cieni do brwi, czy, przy użyciu właściwego pędzelka, wykonać nimi kreskę.

 

3. Nie kupuj nowych kosmetyków, jeśli masz w zapasie kilka innych o tej samej funkcji

Po całej babskiej blogosferze krąży od czasu do czasu akcja denko 😉 Jeśli i Ty masz problem z kosmetykami zalegającymi Ci po kątach, może warto się do niej przyłączyć? Wiem, jak potrafi kusić nowy płyn micelarny, który okazał się hitem blogosfery, ale jeśli masz w łazience dwa dopiero co zaczęte, chyba można sobie darować 🙂

 

4. Zastąp drogie kosmetyki ich tańszymi odpowiednikami

Na moim blogu nigdzie nie znajdziecie zapewnienia, że droższe znaczy lepsze. Ba, wręcz przeciwnie – jestem wielką zwolenniczką wyszukiwania tanich alternatyw dla drogich kosmetyków. Jedna z opcji to wyszukiwanie perełek wśród marek własnych drogerii (np. rossmanowskie Rival de Loop, wyżej wspomniany Babydream). Inna z kolei to polskie marki – niektóre z nich są bardzo mało znane, a składami wcale nie ustępują drogim, zagranicznym kosmetykom.

 

W jaki sposób szukać niedrogich kosmetycznych perełek? Można zajrzeć do Angel albo po prostu zlokalizować najbliższą osiedlową drogerię. U mnie jest to ta na bazarku przy ul. Broniewskiego – warszawianki mieszkające na Bielanach może kojarzą 😉 (a przystanek dalej znajduje się całkiem fajny sklep z naturalnymi kosmetykami, to tak absolutnie by the way)

 

5. Kupuj przez Internet albo z koleżankami (i nie tylko w Polsce)

Na zakupach w internetowych sklepach z kosmetykami również można zaoszczędzić, o ile są one wykonywane z głową i nie na „łapu-capu” – unikamy przecież w ten sposób kosztów związanych z marżami licznych detalistów i pośredników 😉 Listę zakupów warto zaplanować w taki sposób, aby jak najwięcej produktów zakupić w jednym miejscu – w ten sposób zaoszczędzisz na kosztach wysyłki. Nie zawsze więc warto patrzeć na jak najniższą cenę pojedynczego produktu, lecz raczej na całokształt zamówienia.

 

Jeśli zamawiamy razem z koleżankami, możemy oprócz tego zaoszczędzić na skali zakupu – im nas więcej, tym i tańsza wysyłka (ponieważ jest dzielona na kilka osób), i często sklepy przy zakupach przekraczających jakąś kwotę dorzucają całkiem solidne rabaty 😉

 

6. Wykorzystuj domowe kosmetyki i przepisy babuni

Wiele kosmetyków możemy zrobić same z tego, co mamy w domu – wcale nie trzeba od razu zamawiać półproduktów 😉 Możesz spróbować np. peelingu cukrowego na cellulit, toniku z żyworódki, czy wcierki do włosów z kozieradki 😉 Inspirację znajdziesz też w moich postach z początków blogowania pt. co mogę zrobić z tego, co mam w domu – tutaj znajdziesz część 1 dotyczącą twarzy, a tutaj 2 o pielęgnacji całego ciała.

 

7. Wykonuj samodzielnie (przynajmniej te proste) kosmetyki z półproduktów

Przecież wiecie, z kim macie do czynienia i same rozumiecie, że nie mogło zabraknąć takiego punktu 🙂 Na przykładzie toniku i peelingu z kwasem migdałowym tłumaczyłam już, ile można zaoszczędzić w porównaniu do analogicznej kuracji przeprowadzonej w gabinecie kosmetycznym. Ale to nie wszystko! Możecie zakupić sobie hurtowe ilości glinek i wykonywać tanio proste maseczki, możecie również zainwestować w zestawy gotowe do samodzielnego przygotowania kosmetyku i również ograniczyć nieco wydatki np. na podkłady mineralne (10 g podkładu mineralnego z kolorowka.com to koszt ok. 30 zł – a za tę samą cenę nie dostaniesz nawet połowy tej ilości, jeśli chodzi o produkty gotowe…).

 

Oczywiście wcale nie twierdzę, że w każdym przypadku należy za wszelką cenę zastępować gotowy kosmetyk samoróbką, ale w niektórych przypadkach zdecydowanie się to opłaca. Nie dość, że jest niezły fun przy kręceniu, to jeszcze i parę złociszy w kieszeni zostaje 😉

 

To tylko kilka ogólnych wskazówek – z miłą chęcią przygarnę Wasze rady dotyczące tego, jak kupować kosmetyki z głową i nie stracić na nich fortuny.

 

Prowadzicie ewidencję tego, ile wydajecie na kosmetyki, czy wolicie nie wiedzieć w myśl zasady „czego oczy nie widzą, tego portfelowi nie żal?” 😀

 


Chcesz, żebym ułożyła dla Ciebie skuteczną pielęgnację?

Zamów