Jakiś czas temu zrobiłam sobie własny podkład mineralny, próbką ok. 4-5 g postanowiłam obdarować jedną z Was, padło na stri lingę z bloga sorry mario the princess is in another castle, którego serdecznie Wam polecam. Stri jest jedną z osób, które lubię czytać nie tylko za to, co piszą, ale przede wszystkim za to, JAK PISZĄ, bo człowiek czyta i jednocześnie się śmieje pod nosem. I ta oto Stri była na tyle miła, że podzieliła się ze mną przemyśleniami na temat podkładu 😉

 

Najpierw przypomnę przepis:

Sericite mica półmat                                   3,4 g

Sericite mica i mist magnezu                       4 g

Dwutlenek tytanu                                       4,8 g

Tlenek cynku                                             2,4 g

Krzemionka                                               0,8 g

Puder jedwabny                                         0,6 g

Azotek boru                                               1,2 g

Pigmenty głównie color blend nude              ok. 2,8 g

olej jojoba 5 kropli

 

Wyszło takie o cudo:

 

własny podkład mineralny

 

Parę słów ode mnie. Podkład miał być kryjący, matowy i trwały, a przy tym nie tworzyć na twarzy tapety.  Krzemionka i puder jedwabny miały dawać delikatny efekt, bez „tępości”

 

Cera moja: skrajnie sucha, z przebarwieniami i zaskórnikami na policzkach, łuszcząca się od retinoidów, ogólnie na razie nieprzyjemna w obsłudze 😉

Cera Stri:  „cerę mam mieszaną – przetłuszczającą się i skłonną do zapychania w strefie T, natomiast naczynkową na policzkach i właśnie skłonną do przesuszeń”

 

Najpierw parę słów ode mnie – ja podkład według tej receptury polubiłam. Nawet bardzo. Tak bardzo, że zrobię go ponownie 😉

Trwałość u mnie na silikonowym filtrze – bez problemu cały dzień. Pamiętajcie jednak, że w zależności od tego, na co się aplikuje, może być lepsza lub gorsza. Podkład posiada filtr przeciwsłoneczny o SPF pi razy drzwi 30. Ale wiecie, nie polecałabym na nim polegać jeśli chodzi o ochronę 😉

No i minerały należy nauczyć się aplikować. U mnie najlepiej wychodzi, jeśli aplikuję pędzlem flat top zwilżonym hydrolatem. Najpierw maskuję same przebarwienia pędzelkiem do korektora, a później na całą twarz nanoszę kolistymi ruchami jedną warstwę podkładu. Starcza.

 

A teraz recenzja Stri. Ja ją po prostu zacytuję 🙂

 

przede wszystkim, jestem zaskoczona tym jak bardzo ten podkład jest „lekki”

mam wrażenie, że minerały, których używałam do tej pory były totalnie „ciężkie”, kremowe, takie mięsiste/zbite i dawały efekt maski – przy niewprawnym użyciu, ale przy wprawnym użyciu, efekt fotoszopa.

może powinnam napisać tutaj, że używałam takich rzeczy jak bare minerals, lauress i edm. natomiast nie używałam pełnych opakowań, zawsze tylko odsypki od koleżanek albo próbki jakieś wiesz, kupione, coś takiego. albo pani w sephorze kiedyś mi nałożyła bareminerals.

no i ok. wniosek jest w zasadzie taki, że trzeba się nauczyć nakładać każdy produkt i zobaczyć na co najlepiej go nakładać itd. wiadomo 😉

 

pierwsza rzecz, którą zauważyłam w Twoich minerałach to to, że są lekkie. w ogóle nie czuć ich na twarzy i są bardzo niepozorne. nawet bez korektora kryją przebarwienia, radzą sobie świetnie. nie wysuszają mnie w ogóle, a mam skłonności do przesuszeń, a cerę mam mieszaną – przetłuszczającą się i skłonną do zapychania w strefie T, natomiast naczynkową na policzkach i właśnie skłonną do przesuszeń. także to już jest sukces – nie zapycha, nie podkreśla skórek i nawet kryje. rozprowadza się bez problemu i stapia się ze skórą fantastycznie. powiedziałabym, że ten podkład to barwiona wersja pudru bambusowego, który jest moim KWC. ten puder (z bu) najpierw wygląda pudrowo a potem stapia się fantastycznie.

 

kolor. kolor przypadł mi do gustu bardzo. jest może troszeńkę zbyt żółty, ale nie wiem. kolory trudna sprawa. wolę go nie mieszać z niczym, żeby nie bezcześcić, a obawiam się, że mógłby utracić swoje fantastyczne właściwości.

 

no i najważniejsze, trwałość. tzn może nie najważniejsze, bo co mi po trwałości jak będzie brakowało mu innych ważnych cech 🙂 uczęszczam na siłownię, fitness i basen. na basenie nie próbowałam, bo nie przeskoczyłabym bariery makjażu na basenie, ale nałożyłam sobie podkład na fitness, na zumbę. jeśli kiedykolwiek byłaś na zumbie, albo widziałaś online to wiesz, że na zumbie leje się pot jak szalony. straszny wycisk, dużo pozytywnych emocji i świetny trening. i zgadnij co. no owszem, spociłam się strasznie, ale podkład wyglądał tak samo jak przed zajęciami. nie starł się, nie spłynął, nic!! dopiero jak przetarłam twarz płynem micelarnym po zajęciach, żeby zmyć sobie twarz. wiadomo. no i dopiero wtedy wyszło spod warstwy jak bardzo jestem czerwona i „zgrzana”.

amazing! 3 X TAK 😀

 

wydajność. wiadomo, minerały są raczej wydajne. trudno mi ocenić jak duża jest wydajność i na ile razy wystarczy ta porcja. prawie mi się już kończy, ale nie potrzeba go wiele. (…)

 

także tak. dziękuję Ci bardzo za możliwość wypróbowania, ode mnie 10/10. minerały sklepowe od samorobionych różnią się konsystencją i pewnie ceną 🙂

 

Tyle od Stri, której bardzo dziękuję za opinię :)))

 

Jeśli macie jakieś pytania, Stri powiedziała, że odpowie, ale nie zamęczcie jej, nie chcę jej sprawiać problemu – i tak się już dziewczyna opisała 🙂 Za to mnie możecie pytać do woli ;P

 

Powiem Wam w sekrecie, że jestem dumna z tego podkładu 😀

 

Ahoj, do usłyszenia!

PS. Ruszyłam z przyspieszonymi kursami „wygraj z trądzikiem”! Dołączysz w obniżonej cenie jeszcze tylko przez:
motionmailapp.com
Sprawdzisz szczegóły tutaj:

zasoby